Rozwiązujesz dyktando:

Chorąży

Wyszczerzając zęby, uprzednio spojrzawszy na hipnotyzujący wzrok podchorążego – bohatera naszej historii, ponadtrzydziestoletniego Józefa Brzeszczota – dowiedziałem się, że chcąc nie chcąc muszę wykonać ultradługi bieg maratoński… Rozchichotanego podchorążego powoli otaczała horda rozhisteryzowanych bachorów, berbeciów żądnych krwi wojskowego. A ten tylko półgłosem zdołał wykrzyczeć komendę.

Czas start! Krzyknąwszy komendę, podchorąży Józef udał się na ukochany odpoczynek. Teraz pół siedząc, pół leżąc, rad nierad musiał kontrolować na odległość nadajniki GPS swoich młodziaków. Spoglądał czasem spode łba na tę hałastrę. W pewnym momencie żachnął się: ,,I w koło Macieju to samo! Już dosyć czasu zmitrężyłem na nicnierobieniu!”. Ohydztwem i hańbą dla podchorążego było oszustwo. Ni stąd, ni zowąd chyżo zerwał się z tapczanu. O Holender! – wrzasnął. Znów młodzi mężczyźni mnie oszukali. A oszustwo największą hańbą i ohydztwem było… Wsiadł więc do swojego hyundaia i rozpoczął wojaż, prawdziwą ekstrapodróż, aby zgarnąć z trasy resztę rozhisteryzowanych chłopców.

Zaloguj się, aby rozwiązać dyktando