Czarownice z Salem

Chcesz się mniej uczyć i więcej rozumieć?
Zamień czytanie na oglądanie!
Kliknij Player materiału wideo na temat: Czarownice z Salem, kliknij aby zobaczyć materiał i ucz się szybciej!

Czarownice z Salem od lat są inspiracją dla twórców literatury, filmów oraz seriali, a nawet utworów muzycznych. Zapewne każdy z nas widział przynajmniej jedną produkcję powiązaną z ową tematyką. Mało kto jednak wie, iż te wydarzenia to nie tylko fikcja, ale kawałek amerykańskiej historii. Czy wiedźmy rzeczywiście palono na stosie, tak jak widywaliśmy to w filmach? Czy istotnie uprawiały one „czarną magię”? Czy faktycznie był tam obecny diabeł? Jak zginęły czarownice z Salem? Odpowiedzi poszukajmy w faktach historycznych.

Wszystko zaczęło się w XVII wieku, w Stanach Zjednoczonych, a konkretnie w niewielkiej prowincji w stanie Massachusetts. W 1692 roku nastąpiła seria niewytłumaczalnych zjawisk, które spotęgowały niepokój i strach wśród mieszkańców. Ludzie wierzyli, że w Salem (miasteczko, a niegdyś osada w hrabstwie Essex) działają siły nieczyste, które dały o sobie znać już w styczniu. W połowie roku nastąpiły pierwsze egzekucje osób, które posądzono o czary i ich związek z niepokojącymi wydarzeniami. Na przestrzeni czerwca i września stracono czternaście kobiet, które zostały uznane za wiedźmy. Jednak wśród ofiar było również pięcioro mężczyzn, a nawet dwa psy! Dlaczego do tego doszło? Rzućmy okiem na genezę procesu w Salem. Schyłek średniowiecznej Europy naznaczony był licznymi wierzeniami w czary i narastającym strachem ludu. Pomiędzy XV a XVII wiekiem, zwłaszcza w okresie reformacji i kontrreformacji, zanotowano największy odsetek prześladowań i egzekucji za uprawianie ciemnej magii. Najczęściej stawianymi zarzutami było: oddawanie czci diabłu lub spiskowanie z nim, latanie na miotłach, gromadzenie się na sabatach (nocny zlot czarownic i demonów), kanibalizm, rytualne zabójstwa, profanacje świętych symboli, porywanie dzieci w celu pobierania ich krwi, ale także o sprowadzanie klęsk żywiołowych, opętań, chorób, niepłodności. Lista ta jest dość długa. Procesy czarownic były powszechne na starym kontynencie. Urządzano tak zwane „polowania na czarownice”, w których udział brał system prokuratorsko-śledczy oraz lekarski, często podczas przesłuchań stosowano tortury podejrzanego/podejrzanej, poddając ludzi ciężkim próbom. Zasada domniemanej niewinności wówczas nie obowiązywała. Efektem tych zabiegów nie zawsze było skazanie na śmierć, innymi karami były też chłosta, banicja lub rekompensata pieniężna na rzecz ofiary czarów. Dynamiczne zmiany gospodarcze, polityczne, społeczne i religijne u schyłku XVII wieku miały wpływ na liczne oskarżenia. „Kozłami ofiarnymi” były najczęściej kobiety, które uważano za słabe moralnie, niewierne Bogu, nieczyste i rozpustne, a więc bardziej uległe diabłu niż mężczyźni. Fala mesjanizmu chrześcijańskiego sprawiła, że ludzie przekierowali swój gniew na „czarownice”, a ich egzekucje były środkiem do wyjaśnienia zjawisk niezrozumiałych oraz podziałów społecznych. Tak było w Europie. Co ciekawe, brytyjscy koloniści, którzy osiedlili się w Stanach Zjednoczonych, wydawali się być bardziej „oświeceni” w kwestii wiary w czarną magię. Podchodzono do niej z rozsądkiem i dystansem, a procesy ludzi oskarżonych o czary były bardzo rzadkie w Ameryce. Podczas procesów w Nowym Świecie kobiety najczęściej uniewinniano, skazywano na więzienie lub wygnanie. Na przykład w Pensylwanii i Nowym Jorku (wówczas Nowy Amsterdam) bardzo sceptycznie podchodzono w procesach do czarów i stawiano na racjonalizm. Dlatego wydarzenia z Salem budzą wiele kontrowersji i konsternacji, ponieważ nigdy nie powinny się wydarzyć. Kiedy słynny proces czarownic z Salem miał miejsce, w innych częściach świata był schyłek tego typu praktyk. W stanie Massachusetts osiedlili się głównie purytanie, ludzie bardzo religijni, postulujący czystość wiary, wierzący w słowo biblijne, ale też skłonni do konfliktów, lęków i uprzedzeń. Uważali reformację za niedokończony projekt, a Kościół za „niewystarczająco cnotliwy”. Postulowali oczyszczenie religii ze wszelkich złych wpływów. Chcieli wielbić Boga według własnych zasad. Społeczność ta z jednej strony obawiała się Indian, a z drugiej wrogo nastawionych Francuzów. Doszły do tego też klęski nieurodzaju, załamania pogodowe, liczne zdarzenia losowe oraz choroby, które potęgowały poczucie izolacji. Skupiano się bardzo na wydarzeniach lokalnych. Prym wiodła tu galopująca wyobraźnia i chęć wyjaśnienia tego, czego nie rozumiano. Wiara w rzeczy nierealne była codziennością w tej hermetycznej społeczności. Już małe dzieci uczono lęku przed Szatanem, co było po prostu elementem ich kultury. Czarami można było wytłumaczyć wszystko – kłótnie, dezorientację, gniew, wszelkie zwady międzyludzkie, upokorzenia, lęk, niepowodzenia, choroby. Wówczas właśnie tak tłumaczono zły los, trudy życia i wszelkie nieszczęścia – winne zawsze były wiedźmy. Tak naprawdę ciężko określić jednoznaczne przyczyny tego, co wydarzyło się w Salem, ale powyższe argumenty z pewnością można uznać za genezę.

Łącznie w Salem oskarżono grupę około dwustu kobiet i mężczyzn, w wielkim procesie sądowym w 1692 roku. Na śmierć skazano „zaledwie” dziewiętnaście osób. Początku można doszukiwać się w dwóch postaciach – Betty Parris (dziewięcioletnia córka miejscowego pastora) i Abigail Williams (jedenastoletnia kuzynka Betty). Dziewczynki uznały, że został na nie rzucony czar przez następujące kobiety: Sarę Goods (żebraczka), Sarę Osborne (czarnoskóra staruszka) oraz Titubę (niewolnica). Dziewczyny cierpiały na dziwne konwulsje, na które z czasem zachorowały też inne kobiety z wioski. Oskarżone kobiety osadzono w więzieniu. Podczas publicznego przesłuchania stan dziewczynek znacznie się pogorszył, a Tituba wyjawiła liczne nazwiska osób, które według niej parają się czarną magią (dzięki czemu sama nie została stracona). Liczba oskarżonych o ciemne praktyki rosła bardzo szybko. W 1692 roku gubernator Wiliam Phips nakazał, aby sąd zajął się sprawą i wymierzył sprawiedliwość. Kobiety dostały informację, że jeżeli przyznają się do bycia czarownicami, zostaną wypuszczone na wolność, w przeciwnym wypadku – zostaną skazane na śmierć. Pomiędzy czerwcem a październikiem osoby, które nie przyznały się do zarzucanej winy, zostały powieszone na szubienicy (dziewiętnaście osób, w tym pastor, który odmawiał aresztowań rzekomych czarownic). Kolejną oskarżoną kobietą była niejaka Martha Carrier. Farmer uznał, że z jej przyczyny (po kłótni) padło mu kilka sztuk bydła. Do tego doszły oskarżenia dzieci Marthy, które zeznały, że matka uczyła ich czarów (o tej kwestii szerzej opisane będzie w dalszej części tekstu). Kobietę również powieszono. Jako przyczyn tych dziwnych zjawisk, o które zostały oskarżone czarownice, wymienia się zbiorową histerię, głównie wśród młodych dziewczyn, które udawały, iż są opętane, a także zatrucie sporyszem (grzyb pasożytniczy atakujący zboża, powodujący konwulsje). Do złego stanu osób mogły przyczynić się też inne (nieznane wówczas) choroby. Istnieje też teoria, że za oskarżeniami stała też walka i spory o ziemię, a oskarżenia padały w wyniku zemsty z powodu utraty terenów. Kolejne oskarżenia dotyczyły naprawdę trywialnych rzeczy: ktoś miał odmienny wygląd, zajmował się ziołolecznictwem, miał niestandardowe zachowanie, dochodziły sprzeczki rodzinne… Tak naprawdę oskarżony mógł zostać każdy i musiał udowodnić przed sądem, że jest niewinny. Przyznanie się do winy tak naprawdę ratowało życie, dlatego tak wiele osób wybierało tę ścieżkę. Woleli żyć z piętnem bycia czarownicą, niż zginąć przez powieszenie. Ostatnia rozprawa w Salem miała miejsce w styczniu 1693 roku, podczas której uniewinniono czterdzieści dziewięć osób. Warto dodać, że oskarżenia często padały pod adresem głównie kobiet: starszych, chorych, o odmiennej skórze, pozbawionych rodziny, a więc tych, które nie potrafiły się skutecznie bronić. Podczas gdy sąd skupiał się na procesie czarownic, prawdziwi mordercy i złodzieje często unikali kary. Istnieją

Sprawdź również:

Dodaj komentarz jako pierwszy!