Duch starej kamienicy - Duch starej kamienicy – Joanna Onichimowska – Streszczenie szczegółowe

„Duch starej kamienicy” Anna Onichimowska – streszczenie.
Książka nosząca tytuł „Duch starej kamienicy”, której autorską jest Anna Onichimowska opowiada o losach ducha imieniem Maciek.
„Mam na imię Maciek”

Główny bohater był synem Porcji i Oktawiusza. Miał dwóch starszych braci – Sykstusa i Kalasantego. Był najmłodszy i zdaniem rodziny najbardziej niewydarzony. Nie lubił straszyć, od wydawania przeraźliwych dźwięków bolało go gardło, a łańcuch i kula u nogi obcierały pięty i wydawały się czymś zbędnym. Był bardzo niskiego wzrostu, co było dla niego wstydliwą sprawą. Do kamienicy, w której mieszkał duch Maciek, rodzina przeprowadziła się po narodzinach drugiego syna. Bracia wyprowadzili się, gdy Maciek nie miał jeszcze dziesięciu lat i nie widział ich do tej pory. Rodzice mieszkali jeszcze razem z nim parę lat i po wprowadzeniu się nowej dozorczynie do kamienicy, mama spakowała się i wyruszyła razem z mężem Oktawiuszem w nieznane.
Maciek zamieszkiwał strych owej kamienicy. Ciągle przybywało w nim nowych, interesujących przedmiotów. Każdy z lokatorów, nie mieszcząc się w swoim mieszkaniu, przynosił jakieś meble na górę. Razem z Maćkiem strych zamieszkuje sroka Wiesława. Zaległa się tam jakieś pięć lat temu i wcale nie chce się wyprowadzić. Uważa ona, że jest śliczna, ma anielski charakter i ma na imię Joanna. Sam duszek uważa, że jest z niej koszmarne ptaszysko.
„Wiesława, Prot i śliwki”.

Maciek spędzał jesienny dzień leżąc na dachu. Obserwował odlatujące ptaki i marzył, aby razem z nimi wybrała się również Wiesława. Marzył tak zajadając się śliwkami węgierkami. Nagle w głowę Maćka zaczęły celować pestki od śliwek. Zajrzał on do komina, gdy nagle usłyszał głos kota Prota IV. Otworzywszy klapę wiodącą na strych ujrzeli srokę Wiesławę, która stał u wylotu komina z procą. Obok niej piętrzył się pokaźny stos pocisków. Mocowała właśnie kolejny pocisk, gdy ujrzała Prota. W popłochu porzuciła broń i w popłochu pognała w głąb strychu.
„Wieloryb”

Maciek uwielbiał zjeżdżać na poręczy przy schodach. Pomagało mu to utrzymać kondycję i zachować smukłość. Nagle usłyszał niepokojące głosy dochodzące z korytarza. Była to rozmowa dozorczyni pani Guzdralskiej i łkającej pani Kowalskiej. Ta uskarżała się, że została jej skradziona biżuteria. Maciek pognał na strych i ujrzał Wiesławę, która mizdrzyła się do lustra. Sroka przystrojona była w biżuterię pani Kowalskiej. Udało mu się podejrzeć, gdzie sroka schowała swoje łupy i postanowił oddać je właścicielce. Gdy znalazł się w mieszkaniu natrafił na szczekającego psa, Poinformował go, że przyniósł skradzione przedmioty. Jednak pies nie dawał za wygraną, myślał, że to złodziej i chciał pogonić Maćka. Ten, czym prędzej wskoczył na żyrandol. W tym momencie usłyszał trzask, a za chwile na suficie ukazała się spękana rysa. Nagle pojawiła się pani Kowalska. Filuś swym szczekaniem donosił jej, że na żyrandolu znajduje się złodziej, ale ludzie nie rozumieją języka zwierząt. Na przywitanie pani Kowalskiej odłamał się kawał tynku. Przyszła pani dozorczyni, zamiast spojrzeć na sufit, zobaczyła na podłodze porzuconą biżuterię. Pani Kowalska wręcz zaniemówiła. Dozorczyni poradziła jej, aby sprawdziła, co dzieje się u lokatorów mieszkających nad nią.
Na górze mieszkała pięcioletnia Agata z rodzicami. Dziewczynka słynęła z tego, że ciągle zmyślała, ma bardzo bujną wyobraźnię. Odwiedziła ich pani Kowalska. Agatka poinformowała ją, że jest sama w domu. Na pytanie, czy wie, dlaczego odpadł tynk na jej suficie, dziewczynka szybko wymyślił, że to zapewne przez wieloryba, którego trzyma w łazience. Wieczorem Agatę odwiedziła znów pani Kowalska. Agatka powiedziała jej, że mama jest w łazience i karmi wieloryba. Starsza kobieta zagroziła, że zgłosi problem do administracji.
„Jest nas 90485”

Od pewnego czasu Maciek miewał kłopoty ze wzrokiem. Wszędzie zaczął dostrzegać brązowe punkciki. Były to małe kropeczki, które co chwilę zmieniały swoje położenie. Zagadka rozwiązała się pewnego pochmurnego popołudnia, kiedy Maciek siedział w kredensie pani Guzdralskiej. Był głodny, a kredens dozorczyni był bardzo dobrze zaopatrzony. Kiedy Maciek włożył rękę do jednego ze słoików zobaczył jako owa brązowa kropka znalazła się na jego ręce. Po rozmowie w kredensie Maciek z bólem głowy wrócił na strych. Nagle poczuł charakterystyczne łaskotanie w łokieć. To nie była wada wzroku, ani przewidzenia, mrówki były razem z nim.
„Mrówki”

Maciek spał długo po spotkaniu z mrówkami. Nagle obudziła go sroka, pytając, czy przynieść mu coś do jedzenia. Za chwilę pojawiła się z powrotem razem z kraciastą poszewką pani Guzdralskiej. Były w niej paczki, kruche ciastka, jabłka, gruszki, kilka serdelków, dżem agrestowy i powidła. Jednak Maciek nie miał ochoty nic jeść, wciąż myślał o mrówkach, które mogą znajdować się wszędzie. Po wyrzuceniu zawartości słoika okazało się, że mrówki szybko przywędrowały do konfitury. Maciek miał dość mrówek i poprosił o pomoc Prota, aby się ich pozbył.
„Wprowadzka”

Maciek przez dwa tygodnie wypatrywał Prota, ale nie było go nigdzie widać. Spadł śnieg – pierwszy tej zimy. Na podwórku stał bałwan, zapewne ulepiony przez Agatę. Nagle na podwórze wjechała ciężarówka. Po chwili wyskoczyło z niej dwóch identycznych chłopców. Z samochodu wysiadł mężczyzna w średni wieku, w okularach. Kiedy zaczął rozmawiać z dozorczynią Maciek zorientował się, że jest to nowy lokator, gdyż od kilku dni wisiała w kamienicy duża kartka z napisem, że jest mieszkanie do wynajęcia. Zamiast tej kartki została zawieszona tabliczka z informacją, że w poniedziałki, środy i piątki po godz. 16 będzie przyjmował doktor Bioderko. Meble zostawione na podwórku szybko pokryły się białym puchem. Panowie od transportu nie chcieli wnieść mebli do mieszkania lekarza. Chłopcy zaczęli głośno dokazywać, a pani Guzdralska była w wielkim szoku, ponieważ jak żyła tyle lat, jeszcze nic takiego nie widziała. Chłopcy zaczęli wnosić krzesła na trzecie piętro. Do pomocy przyszedł również sąsiad pan Karolek. Doktor z panem Karolkiem pracowali w pocie czoła. Do wniesienia został jeszcze bardzo ciężki fortepian. Pan Karolek nie mógł go ruszyć z miejsca. Zaczął na nim grać. Przerwał granie, gdyż obok pana doktora stał ojciec Agaty. Przyszedł on z pomocą. I od tej chwili wszystko szło bardzo sprawnie. W pewnym momencie chłopcy postanowili schować się do szafy. Mężczyźni zaczęli wnosić szafę po schodach. Była ona bardzo ciężka. Okazało się, że w szafie schowali się bliźniaki. Kiedy chłopcy z niej wyszli okazała się bardzo lekka.
„Kuracja”

Maciek był okropnie przeziębiony. Zbyt długo przebywał na dworze, a jego nikłe ubranko nie nadaje się na takie zimno, ale przeprowadzka była tak ciekawa, że nie czuł zimna. Na chwilę wpadł do Maćka kot Prot IV, ale nie był on zbyt towarzyski. Tylko sroka Wiesława ciągle nuciła swoją piosenkę „Umarł Maciek, umarł”. Nakazała Maćkowi udać się do lekarza. Jednak on nie uważał, że jest to dobry pomysł, bo co niby mógł powiedzieć lekarzowi, że ma sto dwadzieścia lat, jest duchem i ma anginę? To jednak nie był zły pomysł. Sroka podpowiedziała Maćkowi, że powinien się wyleczyć. Udał się więc do mieszkania lekarza. Sroka Wiesława wydziergała na drutach czerwone ubranko dla Maćka. Był to prezent gwiazdkowy. Gdy Maciek założył ubranko, było mu naprawdę ciepło. Wybrał się do gabinetu lekarza. Zaczął przeglądać różnego rodzaju lekarstwa, aż w końcu wybrał kilka ładnych kolorowych kuleczek i dużą butelkę pysznego lekarstwa. Wypił wszystko i poczuł, że robi mu się lepiej. Okazało się, że Maciek wypił syrop, który był zrobiony na spirytusie.
„Ekipa”

Maćka odwiedził Prot IV. Rozmawiali o mrówkach. Kot powiedział duchowi, że dziś w kamienicy ma pojawić się ekipa, która zajmie się mrówkami. Kot słyszał rozmowę mam Piotrka i Agaty, które rozmawiały o tym, że trzeba wytruć mrówki. Dorosłym mieszkańcom kamienicy niestety nie udało wygrać się mrówkami.
„W szkole”

Maciek bardzo lubił odwiedzać mieszkania pana doktora. Czuł się tam prawie jak na swoich strychu. Przyszedł, aby porozmawiać z chłopcami. Zobaczył dwie jednakowe teczki i wsunął się do jednej z nich. Po chwili znalazł się w szkole. Uczniowie akurat rozmawiali o prezentach gwiazdkowych. Jeden z bliźniaków chciałby dostać trąbę, a drugi kota. Po skończonych lekcjach chłopcy wracali do domu, a z nimi Maciek. Dostrzegli Agatę i zaczęli rzucać w nią patykami, co oczywiście bardzo jej się podobało, a chłopcy byli bardzo zaskoczeni. Dziewczynka opowiedziała im o wielorybie, który znajduje się w jej łazience.
„Święty Mikołaj”

Sroka Wiesława powiedziała Maćkowi, że dziś rano widziała Mikołaja. Maciek chciał go spotkać następnego dnia. Z samego rana udał się w okolice śmietnika, kiedy tylko pojawił się staruszek. Miał ze sobą worek i ładował do niego przeróżne rzeczy. Duch Maciek zaczął rozmawiać z Mikołajem. Chciał mu powiedzieć o czym marzą bliźniaki Jarek Marek. Było bardzo zimno i Maciek musiał już wracać. Umówił się z Mikołajem za dwa dni o tej porze. Miał mu dostarczyć pelerynę i prezenty.
„Dostarczyć kota”

Maciek udał się na poszukiwania Prota IV. Miał już pozostałe prezenty, ale kota nie mógł nigdzie znaleźć. Kiedy Kort odwiedził Maćka, ten opowiedział mu o pomyśle podarowania kota bliźniakom. Prot wpadł na pomysł, że na prezent może nadać się wuj Fryderyk. Duch Maciek przekazał Mikołajowie pelerynę, kota i pióropusz.
„Gwiazdka”

Nadeszła wreszcie gwiazda. Padał śnieg, a w oknach migotały światełka na choinkach. Maciek na strychu również miał swoją choinkę. Maciek martwił się, czy Mikołaj naprawdę przyjdzie. Sroka pocieszała go, ponieważ on dostanie prezent właśnie od niej. Nagle pojawił się święty Mikołaj, po rozdaniu prezentów odwiedził jeszcze ducha Maćka. Sroka podarowała Maćkowi nowy kubrak i skarpety do kompletu. Maciek dał jej broszkę. W środku nocy postanowił odwiedzić swojego sąsiada Piotrusia. Maciek opowiedział mu bajkę.
„O Maćku, bliźniakach i Agacie”.

Ze słodkiej poobiedniej drzemki obudziły Maćka dźwięki trąbki. Przypomniał sobie, że to może być Jarek. Maciek postanowił przywitać się z bliźniakami, a ci po prostu się wystraszyli. Przyprowadzili na strych panią dozorczynię. Ta po otworzeniu drzwi stwierdziła, że nie ma tam żadnego ducha. Bliźniaki spotkały Agatę, której opowiedzieli o duchu spotkanym na schodach. Ta postanowiła sprawdzić, czy duch jeszcze tam jest. Przywitała się grzecznie. Maciek poprosił dzieci, aby pozbyły się mrówek. Chłopcy skarżą się na to, że nie rozróżnia ich kot. Agata postanawia znaleźć na to sposób.
„Poznać pana”

Maciek chciał zostać na strychu, ale ciekawość była silniejsza. Udał się więc do mieszkania doktora. Tam Agata sypała właśnie jakiś proszek do miski. Kazała Markowi zanurzyć głowę w misce, aby mógł przefarbować włosy. Po wyjęciu głowy z miski okazało się, że włosy chłopca są różowe. Pan doktor zdecydował, że pójdą do fryzjera, aby ten ogolił głowę chłopca na łyso. Maciek spotkał Marka następnego dnia. Nikt już nie mylił bliźniaków, nawet Fryderyk zaczął ich odróżniać.
„Trąba zaczarowana i jeszcze raz wieloryb”

Marek przyniósł trąbę, z pomocą, której miał pozbyć się mrówek z kamienicy. Chłopcy postanowili chodzić do każdego mieszkania i trąbić, aby mrówki lepiej usłyszały dźwięk. Agata zaprosiła chłopców do swojego mieszkania, aby pokazać im swojego wieloryba. Chłopcy zaglądali przez dziurkę od klucza. Chcieli wejść do łazienki, ale Agata ostrzegła ich, że wieloryb może ich zjeść.
„Wizyta”

Był marcowy dzień. Maciek nie mógł uwierzyć, że to już marzec, bo było bardzo mroźnie. Na strychu pojawili się Marek i Jarek w poszukiwaniu przebrania na szkolny bal. Nagle na strychu pojawili się niespodziewani gości. Maciek zauważył swoją mamę, tatę i brata Kalasantego. Duchy zaczęły straszyć chłopców. Maciek nie chciał, aby rodzina została z nim. Kiedy rodzina szykowała się do drogi, Maciek prosił, aby zostali z nim nawet miesiąc. Maciek wpadł na świetny pomysł, że jego rodzice mogliby wystraszyć mrówki. Kiedy duch zaprosił wszystkie na strych, okazało się, że mama ma wielkie obrzydzenie do mrówek. Duchy zaczęły latać, a mrówki miały świetne widowisko. I tak oto zakończyła się kolejna nieudana próba pozbycia się mrówek.
„Straż pożarna i zapowiedź wielkiego planu”

Nastała wiosna. W kamienicy nagle zaczęło robić się coraz ciemnej. Pani dozorczyni zaczęła krzyczeć, że trzeba wezwać straż. Kiedy przyjechali strażacy, okazało się, że nie ma żadnego pożaru. Był tylko dym. Strażacy wdrapali się na dach i zaczęli z komina wyciągać czarne szmaty. Była to pościel, którą pani Guzdralska powiesiła na strychu. Okazało się, że bielizna znalazła się w kominie za sprawą sroki Wiesławy.
„Faraon i fabryka cukierków”

Maciek znów odwiedził kredens pani dozorczyni. Zawsze kiedy chciał porozmawiać z mrówkami udawał się właśnie do kredensu. Duch Maciek zwabił wszystkie mrówki na swój strych. Powiedział im, że jest duchem samego faraona. Te zapytały go czy ma jakieś życzenia? Maciek chciał, aby mrówki wyprowadziły się tam, gdzie nigdy nie zabraknie im jedzenia. I takim oto sposobem mrówki wyniosły się do fabryki cukierków.
W odwiedziny do Maćka przyszli Marek, Jarek i Agata. Przynieśli oni tor dla Maćka. Dzieci wpadły na pomył, że dziś właśnie mogą być urodziny ducha Maćka.

Cała szkoła w Twojej kieszeni

Sprawdź pozostałe wypracowania:

Język polski:

Geografia:

Ads Blocker Image Powered by Code Help Pro

Wykryto AdBlocka

Wykryto oprogramowanie od blokowania reklam. Aby korzystać z serwisu, prosimy o wyłączenie go.