Nie-Boska komedia - Nie-Boska komedia – Zygmunt Krasiński – Recenzja książki

CHOĆ „NIE-BOSKA KOMEDIA” TO BOSKO ZACHWYCA
Od początku mojej pracy zamierzam być w pełni szczera. Sięgając po dzieło Zygmunta Krasińskiego, byłam pełna obaw, jak i niechęci. Wizja kolejnego, niełatwego i żmudnego dramatu romantycznego budziła we mnie niepokój. Jakby tego było mało, dzień przed omówieniem lektury moja Pani polonistka oznajmiła, że „Nie-boska komedia” jest nierozumiana i nielubiana przez większość uczniów. Pomyślałam sobie, że lepiej być nie mogło. Mimo wszystko, lekturę wypadało przeczytać. Decyzji nie żałuję.
Zanim przejdę stricte do treści samego utworu, chciałabym przyjrzeć się sylwetce autora i genezie jego dzieła. Zygmunt Krasiński „Nie-boską komedię” napisał w roku 1833 r. mając zaledwie 21 lat. W życiu, jak i w ukształtowaniu się poglądów poety olbrzymią rolę odegrał jego ojciec – Wincenty. Był on lojalistą, człowiekiem podporządkowanym carowi. Będąc pod jego wpływem, młody Zygmunt nie wziął udziału w powstaniu listopadowym, przez co m.in. dotknął go ostracyzm środowiska studenckiego. Co więcej, polski wieszcz potępiał rewolucje (w tym Wielką Rewolucję Francuską), dlatego ukazał ją w swoim dziele w sposób tendencyjny – makabryczny i przerażający. Uwagę przykuwają też podobieństwa między życiorysem Krasińskiego a losami bohaterów dramatu. Autor dzieła tak jak Orcio cierpiał na chorobę oczu, we wczesnym dzieciństwie stracił matkę oraz miał skomplikowane relacje z ojcem. Wszystkie te informacje są bardzo przydatne, śmiem nawet twierdzić, że niezbędne, jeśli chcemy dobrze zrozumieć rodzinno-społeczny dramat Zygmunta Krasińskiego.
Najbardziej intrygującym wątkiem w „Nie-boskiej…” jest dla mnie zdecydowanie historia małżeństwa hrabiego Henryka (nazywanego w utworze także Mężem) oraz Marii. W swoim mniemaniu główny bohater dramatu był ponadprzeciętnie uzdolnionym poetą, człowiekiem stworzonym do wyższych celów. Nie zadowalało go życie u boku zwykłej ziemianki, rodzina go krępowała. Maria natomiast była kobietą prostą – jej życie kręciło się wokół codziennych spraw, takich jak chrzest dziecka czy urządzanie mieszkania. Nie miała pragnień podobnych do Męża. Nie była jednak głupia. Dostrzegała, że hrabia Henryk jest coraz częściej nieobecny myślami, czuła, że ją odrzuca. Czuła się winna, zdawała sobie sprawę, że nie potrafi sprostać jego oczekiwaniom. Już w momencie przedstawienia postaci Marii, jej los wzbudza u czytelnika współczucie. Niestety, z każdą kolejną stroną dramatu jest coraz gorzej. W pewnym momencie do akcji utworu wkroczyły siły zła i poddały Henryka wielkiej próbie miłości, a dokładniej – zesłały na ziemię Dziewicę, kochankę idealną, która była spełnieniem marzeń mężczyzny. Mąż nie mógł się jej oprzeć, podążył za diablicą, zostawiając rodzinę. Co prawda, w porę przejrzał na oczy i otrzymał drugą szansę od Anioła Stróżą, jednak było już za późno. Maria trafiła do zakładu psychiatrycznego, wpadła w obłęd, a niedługo później umarła. Swoim postępowaniem hrabia Henryk doprowadził własną żonę do śmierci, nic więc dziwnego, że nie wzbudził za grosz mojej sympatii. Postępował egoistycznie, nie przejmował się tym, co stanie się z Marią oraz jego własnym synem. Miłość do poezji okazała się dla niego niszcząca i destrukcyjna.
Niektórym mogłoby się wydawać, że po takiej tragedii jak śmierć żony, Mąż opamiętał się i zaczął wieść spokojne życie. Przynajmniej mi się tak wydawało. Ku mojemu zaskoczeniu, stało się zupełnie inaczej. Hrabia Henryk przeszedł przemianę, postanowił całkowicie zmienić swoje życie. Ta ewolucja – tak typowa dla bohaterów romantycznych – od razu skojarzyła mi się z momentem metamorfozy Gustawa w Konrada z III części „Dziadów” Adama Mickiewicza. Wracając jednak do „Nie-boskiej…”, Mąż tym razem zapragnął władzy i sławy, został więc przywódcą arystokratów. Arystokratów, przeciwko którym bunt wszczęli rewolucjoniści, mający dość wyzysku i pragnący zemsty na swoich panach. Rewolucja w „Nie-boskiej komedii” przedstawiona jest w sposób drastyczny. Obóz rebeliantów, który odwiedza Hrabia Henryk, budzi przerażenie i grozę. Ma w sobie coś z dantejskiego piekła. Mężczyzna spotyka tam ludzi z najniższych sfer – nędznych, zniszczonych ciężką pracą, wygłodzonych, wściekłych i żądających krwi. Wśród nich są rzeźnicy, chłopi, przechrzci – Żydzi (ukazani w sposób tendencyjny, na czym zaważyło antysemickie wychowanie Zygmunta Krasińskiego), a nawet same kobiety i dzieci. Na czele rewolucjonistów stoi Pankracy, który – o zgrozo – chce poprzez działania takie jak zabijanie, gwałcenie, czy niszczenie wszystkiego co popadnie stworzyć nowy, lepszy świat. Tylko czy to na pewno jest dobra droga? W oczach hrabiego Henryka (jak i samego Krasińskiego) rewolucja nie miała prawa się powieść. Uważał ją za zbrodniczy przewrót, niszczący tradycje oraz dotychczasowy świat wartości. Według Męża historia zatoczy koło – przywódcy rewolucjonistów przejmą władzę arystokracji, tym samym stając się jednymi z nich. W mojej ocenie był to bardzo możliwy scenariusz. Jednak racja nie leży tylko po stronie hrabiego Henryka. Pankracy mówiąc o potrzebie radykalnych zmian w społeczeństwie i budowy świata bez wyzysku przecież również nie był w błędzie.
Czytając ich polemikę, szczerze przyznam, że nie do końca wiedziałam, z którym z bohaterów bardziej się zgadzam. Każdy z nich przedstawiał sensowne argumenty. Każdy miał rację i jednocześnie jej nie miał, bo na tym właśnie polega tzw. tragizm racji cząstkowych. Nie spodziewałam się tego, jak zakończy się spór „dwóch orłów”. Byłam zaskoczona, gdy okazało się, że w „nieboską” rzeczywistość, którą stworzyli, będzie musiał ingerować sam Chrystus.
Co do zakończenia dramatu, jest ono niejasne i kontrowersyjne. Kiedy Pankracy wraz z rewolucjonistami odnoszą zwycięstwo, a hrabia Henryk rzuca się w przepaść, ni stąd, ni zowąd pojawia się postać nadprzyrodzona. Wiąże się z tym pojęcie prowidencjalizmu, czyli przekonanie o istnieniu Opatrzności, która czuwa nad światem i interweniuje, kiedy ludzie odchodzą od planów boskich. Sam Krasiński bardzo mocno wierzył w słuszność tej teorii, dlatego też uwzględnił ją w swoim dramacie. W moim przekonaniu (oraz jak się później okazało- również w przekonaniu Adama Mickiewicza) Chrystus przychodzi na ziemię jako każący mściciel, głosząc, że ani Pankracy, ani hrabia Henryk nie mieli racji. Niszczy dotychczasowy świat, karze za wszystkie zbrodnie, zamierza zacząć wszystko od nowa. Czy takiego zakończenia się spodziewałam? Zdecydowanie nie. Uważam jednak, że jest ono efektowne i interesujące, a co najważniejsze, rozwiązuje spór rewolucjonistów z arystokracją. W sposób przedziwny, ale jednak.
Osoby, które przeczytały dzieło Zygmunta Krasińskiego, na pewno zauważyły, że pominęłam jedną z barwniejszych postaci dramatu. Był to zabieg celowy, gdyż obok osoby Orcia nie da się przejść obojętnie. Jest to chłopiec absolutnie wyjątkowy, obdarzony nadprzyrodzonymi zdolnościami. Jednocześnie tak bardzo nieszczęśliwy i tragiczny. Orcio pochodził z dysfunkcyjnej rodziny, tracąc we wczesnym dzieciństwie matkę, która wpadła w obłęd przez odejście Męża. Jeszcze przed swoją śmiercią Maria sprawiła, że syn stał się poetą. Zdecydowała za niego, bojąc się, że hrabia Henryk odrzuci dziecko i nie otoczy go miłością. Warto zastanowić się jednak czy ten dar nie wyrządził chłopcu więcej krzywd, aniżeli dobra. Orcio nie zaznał szczęścia, nie miał beztroskiego dzieciństwa. Bardzo różnił się od swoich rówieśników, nie spędzał czasu na grach i zabawach. Z czasem zaczął też tracić wzrok, a w wieku czternastu lat całkowicie przestał widzieć. Oczywiście, miał ogromny talent, był piękną, uduchowioną istotą, lecz spójrzmy prawdzie w oczy, co z tego? Czy Orcio nie wolałby żyć jak „normalne” dziecko? Wydaje mi się również, że chłopiec był w pewnym sensie pozostawiony sam sobie. Hrabia Henryk miał w życiu inne priorytety. Dziecko na pewno było dla niego ważne, ale nie aż tak, jak duma i honor. Czytelnika może pocieszyć jedynie fakt, że bohater po śmierci dołączył do swojej ukochanej matki, która czekała na niego w niebie. Wierzę, że właśnie tam zaczął być szczęśliwy.
„Nie-boska…” skłoniła mnie do pewnej refleksji. Zdarza się, że tak jak Hrabia Henryk, podążamy za czymś pozornie lepszym, chcemy od życia więcej i więcej, tracąc to, co właściwe i dobre. Zwyczajnie nie doceniamy tego co mamy, przy okazji krzywdząc swoim postępowaniem bliskie nam osoby. Nie zapominajmy, że w takich sytuacjach działamy też na własną szkodę. Ideały, które wydają się słuszne, potrafią doprowadzić człowieka do zguby.
Podsumowując, uważam, że, dzieło Zygmunta Krasińskiego jest zdecydowanie warte przeczytania. Sama fabuła jest niezwykle ciekawa, momentami wręcz fascynująca. Oczywiście, nie mogę zapewnić, że książka przypadnie do gustu każdemu, bo jak wspominałam wcześniej-dramaty romantyczne nie należą do najprostszych i najbardziej lubianych. „Nie-boska…” jest jednak dla mnie w jakiś sposób wyjątkowa, łatwiejsza i o wiele przyjemniejsza w lekturze niż „Kordian” Juliusza Słowackiego, czy „Dziady” Adama Mickiewicza. Naprawdę zachęcam, aby sięgnąć po ten utwór. Myślę, że nawet osoby sceptycznie nastawione do twórczości polskich romantyków mogą się pozytywnie zaskoczyć.

Cała szkoła w Twojej kieszeni

Sprawdź pozostałe wypracowania:

Język polski:

Geografia:

Ads Blocker Image Powered by Code Help Pro

Wykryto AdBlocka

Wykryto oprogramowanie od blokowania reklam. Aby korzystać z serwisu, prosimy o wyłączenie go.