Ferdydurke – Witold Gombrowicz – Recenzja książki

Witold Gombrowicz ,,Ferdydurke”- recenzja książki

Ostrzyżenie dla wrażliwców z gębą insektualistów szukających błędu w całym: tekst ten napisany jest przez 17 letnią lub 30 letnią osobę, próbującą pozbyć się swej gęby, nieupupionej przez reguły, a co najważniejsze spośród ważnego, wcześniej wymienionego, co nie jest tak ważne, jak to co teraz tu napisane, osoba ta łydką swą pochwalić chce się czasami, tak więc recenzja ta najeżona będzie błędami, dla wprawnego oka będzie zaś to miłe wspomnienie książki Gombrowicza.
Pamiętam jak kazali w szkole zaczynać od odpowiedzi na pytanie: ,,Dlaczego daną książkę się przeczytało?”, oraz ,,Czy warto było ją przeczytać?” plus krótka reklama. Tak więc trzymany za pupcię śpieszę z odpowiedzią na pytanie belfra. Nie ukrywam, że powód przeczytania jest bardzo prosty, prozaiczny wręcz i niegodny pochwalenia się: z nakazu, jako lektura szkolna. Zapewne sam kiedyś odnalazłbym ten tytuł i go przeczytał, lecz dzięki szkole udało się to zrobić szybciej, niż mógłbym się tego spodziewać. W tym miejscu przechodzę bezpośrednio do apelu, który będzie brzmiał bardzo nowocześnie, zachowując staroświecki przekaz: Czytajmy lektury!!! A jak już nie czytamy, co jest godne potępienia, zróbmy chociaż ten jeden wyjątek i dajmy szansę Gombrowiczowi. Czy zmieni nasze podejście do świata? Zapewne nie, albo i tak. Zależy jak do niej podejdziemy, ale o tym chwilkę później. Czy zmieni nasze podejście do literatury? Tutaj wiadomość dobra: zapewne tak, pod warunkiem oczywiście, że jakąś literaturę w życiu przeczytaliśmy, lub czytać będziemy.
Zanim jednak o zmianie naszego życia, chwilkę o podejściu, naszym nastawieniu z jakim przeczytamy książkę. Powiem jak ja to zrobiłem, oraz jak polecam, aby osiągnąć ciekawe rezultaty. Przede wszystkim, musimy zerwać naszą gębę, przyzwyczaić się do eksponowania łydki, a przede wszystkim nie dać się chwycić nikomu za pupę, nie mówiąc już o wciągnięciu w kupę. Językiem nieco prostszym mówiąc, zachęcam do eksperymentowania. Nie tylko ja, do takich rzeczy, zdaje się zachęca nas sam autor. Poczynając od tytułu, którego interpretację pozostawiam do państwa dyspozycji, przez treść i formę przekazywania do nas tej treści, aż do ostatnich słów w książce. Może Gombrowicz chciałby, aby czytano to książkę wspak? Może do góry nogami, lub co drugą stronę? Tutaj snujemy tylko domysły, ale ważne jest, abyśmy nie podchodzili do tego dzieła, staroświecko i konserwatywnie. Nie należy traktować tego zupełnie na poważnie. Niech ta książka wywoła uśmiech na naszych gębach. Może też i smutek, jak kto

Sprawdź również:

Dodaj komentarz jako pierwszy!