Gloria victis – Eliza Orzeszkowa – Recenzja książki

Ostatnio okazję miałam przeczytać jeden z utworów Elizy Orzeszkowej. Szczerze? Zawiodłam się, bo o ile tytuł jest intrygujący i zachęcający, tak sama treść utworu szybko ostudziła mój zapał do sięgania po jakąkolwiek następną lekturę z repertuaru Orzeszkowej.
„Gloria victis” jest porażką polskiego romantyzmu. Jest to kolejny utwór smęcący o uciemiężonej ojczyźnie jeszcze bardziej dołujący czytelnika. Temat wyjątkowo mi nie podszedł, a dodatkowo banalna tematyka i żmudne opisy jeszcze bardziej zniechęciły mnie do twórczości Elizy Orzeszkowej.
Jak na nowelę książka posiada za dużo zbyt rozbudowanych opisów, mających, w moim mniemaniu, na celu jedynie dodanie utworowi objętości. Nowela powinna być krótka i przyjemna w czytaniu, przynajmniej moim zdaniem, tymczasem recenzowany przeze mnie utwór zniechęca po pierwsze językiem, po drugie, banalnością tematu, po trzecie – opisami pełnymi powtórzeń i wyolbrzymień.
Co do tematu, jest on bardzo oklepany i powszechnie występujący zarówno w literaturze dawnej, jak i współczesnej. Młody powstaniec marzący o niepodległości i czasach, gdy walka nie będzie konieczna, niestworzony do tego, by walczyć, by zabijać, by w ogóle dzierżyć broń. Znaczna przewaga liczebna wroga jest jednoznacznym sygnałem, że bohaterowie są na przegranej pozycji, jednak dalej heroicznie przywdziewają się w mundury i ruszają na samobójczą misję. Zrozpaczona dziewczyna, która w powstaniu utraciła najważniejszą dla niej osobę w życiu, odwiedzająca mogiłę poległych po latach i rozpaczająca długo nad ich losem. Pozostawiająca maleńki krzyżyk wetknięty pomiędzy kwiatami. Chłopiec o imieniu Marian Tarłowski jest absolutnie moją ulubioną postacią, z całej tej przyprawiającej mnie o ból głowy skomplikowanej książki. Chłopak, o którym najwięcej jest mowa w utworze, niepasujący do wzoru typowego powstańca, który ma reprezentować postawę „śmierci koniecznej”. Pozostawiony na świecie sam jedynie z młodszą siostrą. Chłopcem jest drobnym, wątłej budowy ciała i niezdolnym do krzywdzenia innych. Stworzony jest za to do kontemplowania, czyli poznawania poprzez uważne obserwowanie i skupienie, geniuszu natury i podziwiania jej niezwykłych tworów. Mimo swojej odmienności wobec innych uczestników powstania bohater jest najbardziej waleczny i, o ironio, uratował życie samego Traugutta ( któremu to mąż autorki udzielał schronienia w czasie powstania styczniowego). Nie stworzony do zabijania Maryś zaprzyjaźnia się z Jagminem, czyli dokładnym przeciwieństwem swojej postury i wyglądu zewnętrznego. Jagmin był potężnym, lecz wrażliwym mężczyzną. Wrażliwym, bo polonistą

Sprawdź również:

Dodaj komentarz jako pierwszy!