Nazywam się… Mikołaj Kopernik – Błażej Kusztelski – Streszczenie szczegółowe

Narratorem książki jest Mikołaj Kopernik, który opowiada o swoim życiu. Mówi nam o tym, że urodził się 19 lutego 1473 roku w pięknym polski mieście – Toruniu. Zauważa, że żył w epoce wielkich odkryć geograficznych. To, za jego czasów, Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę, a wielki żeglarz – Ferdynand Magellan opłynął Ziemię, czym ostatecznie, potwierdził jej kulistość. Kopernik mówi o tym, że i on dokonał wielkiego czynu – dowiódł, że w centrum Układu Słonecznego znajduje się Słońce, wokół którego obraca się kula ziemska wraz z innymi planetami. Wspomina także, że jego poglądy nie spotkały się z ogólnym zrozumieniem i aprobatą. Trudno ludziom było uwierzyć w to, że mieszkają na planecie, która przez cały czas wiruje wokół własnej osi, a na dodatek krąży wokół Słońca. Mówi o tym, co usłyszał od ludzi, a mianowicie, że jego poglądy są sprzeczne z prawami fizyki i Pismem Świętym. Kopernik cieszy się, że jego poglądy zyskały w końcu zwolenników i teoria heliocentryczna dała początek nie tylko nowej astronomii ale także miała wpływ na nową, ogólnie pojętą, naukę. Z niezwykłą skromnością mówi o swych dokonaniach. Stwierdza, że bardzo mu pochlebiają słowa poety, który stwierdził, że to właśnie on wprawił Ziemię w ruch i zatrzymał Słońce. Ten wielki uczony stwierdza, że nic wielkiego nie zrobił, a jedynie obserwował, dostrzegł i opisał pewne zjawiska, a później poparł to wszystko stosownymi obliczeniami. Mikołaj Kopernik porusza także kwestię pochodzenia swego nazwiska. Informuje o tym, że sporo teorii było na ten temat. Przywołuje jedną z nich, która stwierdza, że jego przodkowie byli chłopami i nosili nazwisko Zepernik. Jeden z badaczy ostatecznie stwierdził, że nazwisko ma związek z pewną wsią na Śląsku. Owa wieś położona jest niedaleko Nysy i nosi nazwę Koperniki. Kiedy, starym zwyczajem, jej mieszkańcy opuszczali swe rodzinne strony i przenosili się w inne miejsce, to przybierali za nazwisko, nazwę swej rodzinnej miejscowości. Stąd dość duża popularność tego nazwiska wśród polskiej ludności. Wielki astronom wyjaśnia kim, byli jego dziadkowie i rodzice. Mówi także o tym, że w wieku siedmiu lat poszedł do szkoły, w której uczył się między innymi mówić, czytać i pisać po łacinie. Była to umiejętność niezbędna, bowiem to właśnie łacina była językiem urzędowym, językiem dokumentów, książek i ludzi uczonych. Informuje także o tym, że dobrze znał język niemiecki, którym dość często się posługiwał . Dowiadujemy się od Kopernika, że język polski był popularny tylko wśród pospólstwa i ludzi niewykształconych. Wielki uczony wspomina i o tym, że kiedy był małym chłopcem, piękny Toruń był opasany dwoma pierścieniami murów obronnych, które były wzmocnione trzydziestoma basztami, z których najpotężniejsze miały swe nazwy np. Koci Łep, czy też Koci Ogon. Mury były bardzo ważną częścią miasta, za ich niszczenie mieszkańcy byli karani obcięciem ucha. Miasto było znane z przepysznych pierników, które sprzedawano w miejskim ratuszu. W kościele świętego Jana było dość niezwykłe malowidło, które śmieszyło jego starszego brata Andrzeja, bo przedstawiało przedziwną scenę – diabły wiozły na taczce ministrantów i biskupa wprost do piekła. Mikołaj Kopernik przywołuje czasy dzieciństwa, wspomina, że bardzo lubił się bawić w ruinach zamku krzyżackiego, które wciskały się w mury obronne. Wraz z kolegami urządzali sobie bitwy rycerzy polskich z zakonnymi. O historii ruin dowiedział się od swego ojca, który poinformował go o tym, że zamek został zburzony przez mieszkańców. Dowiedział się także od swego taty o tym, że miało to miejsce dwadzieścia lat przed jego narodzinami. Z całego zamku zachowana została jedynie masywna boczna wieża, którą mieszkańcy oszczędzili. Zrobili tak by upokorzyć Krzyżaków i okazać im swą pogardę. W owej zamkowej wieży mieściła się bowiem krzyżacka toaleta i tylko ona po nich w mieście została. Aby zwiększyć hańbę zakonników, w ruinach wieży powstało wysypisko śmieci. Z wielkim przejęciem Kopernik opowiada o tym, że na własne oczy widział króla Kazimierza Jagiellończyka, który odwiedził Toruń. Miał wtedy tylko dwanaście lat, ale to wydarzenie głęboko zapadło w jego pamięci. Chociaż przyszły astronom pochodził z rodziny kupieckiej nie był zbyt zamożny. Po śmieci ojca w domu nie było dużo pieniędzy. Brat Andrzej, pomagał jego mamie w interesach. Jedna z sióstr, Katarzyna ,wstąpiła do zakonu. Druga, Barbara wyszła za mąż za pewnego kupca. Wspomina także o tym, że jako nastolatek chodził do szkoły i pilnie się uczył. Pamiętał zawsze o słowach matki, która powtarzała, że jeśli ktoś nie ma majątku, a chce do czegoś dojść, musi pilnie się uczyć. Odkrywca mówi także o tym, że po śmierci ojca i ukończeniu szkoły, trafił, wraz z bratem Andrzejem, pod opiekę wuja- biskupa warmińskiego Łukasza Watzenrode. Dzięki szczodrobliwości wuja mógł studiować na Akademii Krakowskiej i pobierać prywatne lekcje u znanego astronoma Wojciecha z Brudzewa. Kopernik zauważa, że choć na wykładach dowiadywał się o tym, iż Ziemia jest nieruchoma i znajduje się w centrum wszechświata, wiedział, że niektórzy starożytni uczeni myśleli inaczej. Myśl ta nie dawała mu spokoju, więc z zapartym tchem obserwował niebo, a na nim rozmaite zjawiska np. zaćmienie Słońca, lecące komety. Z nieukrywanym zachwytem mówi o tym, że był pochłonięty i oczarowany astronomią. Musiał jednak przerwać studia w Krakowie by zostać kanonikiem we Fromborku. Zauważa, że tylko dzięki temu, mógł zdobyć pieniądze na kosztowne, zagraniczne studia. Wspomina swój wyjazd do Włoch do Bolonii, gdzie studiował prawo kanonic

Sprawdź również:

Dodaj komentarz jako pierwszy!