Rozwiąż dyktando

Zagadki Ciemności

kiedy otworzył oczy, wątpił przez wilę, czy je naprawdę otworzył, ponieważ ciemność nie stała się, ani troę przejrzystsza niż wówczas, gdy miał oczy zamkniete. w pobliżu nie było nikogo. wyobrażacie sobie yba przerażenie bilba! nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie czuł prócz twardej skały pod plecami.
podniósł się, to wolna, zaczął omackiem sunąć na czworaka, aż dotknął ściany tunelu; lecz ani przed sobą, ani za sobą nic nie znalazł, nie było śladu po krasnoluda, nie było śladu po goblina! obbitowi kręciło się, w głowie, nie był wcale pewien, w którym kierunku zmierzała kompania w momencie, kiedy od niej odpadł. ruszył więc niemal na ybił trafił, przepełznął spory kawałek drogi, gdy nagle poczuł pod ręką coś jak gdyby mały krążek to zimnego metalu leżący na podłodze odnika. ten moment miał odmienić całe jego życie, ale bilbo wówczas tego nie wiedział. prawie bezwiednie wsunął do kieszeni pierś- cień, który nie mógł mu się, przecież na nic przydać w tej wili. obbit nie poszedł już wiele dalej, siadł na zimnym dnie tunelu, na dość długi czas pogrążył się, w desperacji. wspomniał, jak to w swoim domu,, we własnej kuni osobiście smażył jajka na boczku- żołądek mówił mu, ze najwyższy czas na śniadanie czy inną przekąskę- ale to wspomnienie wprawiło go w jeszcze gorszą rozpacz.
nie miał pojęcia, co robić, nie miał pojęcia, co się, właściwie stało, dlaczego kompani zostawili go samego, dlaczego, skoro został sam, gobliny go nie porwały, nie wiedział nawet, dlaczego głową tak strasznie go boli. a naprawdę przeleżał czas dość długi bez poruszenia w bardzo ciemnym kącie, wszyscy go stracili na razie to oczu, to pamięci.
po pewnej wili wymacał w kieszeni fajkę. była cała, a to już stanowiło jakąś pocieę. poszukał woreczka: została w nim resztka tytoniu- a to była jeszcze lepsza pociea. zaczął więc szukać po kieszenia zapałek, ale nie znalazł ani jednej, więc wszystkie nadzieje runęły znowu. później, gdy zastanowił się, nad tym przytomniej, zrozumiał, ze miał szczęście. kto wie, kogo, co wywabiłby to ciemny czeluści tego okropnego podziemia błysk zapałki, zapa tytoniu? w pierwszym momencie bilbo załamał się, zupełnie. lecz przetrząsając kieszenie, obmacując się, pilnie w poszukiwaniu zapałek, natrafił ręką na swój mieczyk_ ów scyzoryk odebrany trollom, o którym jakoś dotyczas nie pomyślał. gobliny nie zauważyły tej broni u więźnia, ponieważ nosił i ja wsuniętą za spodnie.
teraz dobył mieczyka to powy. ostrze zabłysło mu przed oczyma nikłym światełkiem." a więc to także robota elfów- stwierdził w duu bilbo_ a goblinów nie ma zbyt blisko, ociaż wolałbym, zęby były jeszcze dalej".

bądź co bądź mieczyk dodał mu nieco otuy. niemały to zaszczyt nosić u boku ostrze wykute w gondolinie na wojnę to goblinami, opiewaną w tylu pieśnia. a przy tym bilbo już wiedział, jakie wrażenie robi taką broń na goblina, gdy im błyśnie znienacka nad głowami.
" wracać?- myślał.- to na nic! skręcić w bok? niemożliwe! iść naprzód? jedyna rada! a więc naprzód, marsz!" wstał, podreptał naprzód, w jednej ręce wznosząc przed sobą lśniący mieczyk, a drugą trzymając się, ściany. serce mu pukało, pikało głośno w piersi.
bilbo rzeczywiście był, jak się, to mówi, przyparty do muru. pamiętajcie jednak, ze dla bilba to położenie nie było tak okropne, jakby się, wydawało mnie albo tobie na jego miejscu. obbici różnią się, bardzo od zwykły ludzi, a ociaż je norki są ładne, wesołe, czyste, przewietrzane należycie, niepodobne do loów goblinów, obbici są bądź co bądź bardziej niż my przyzwyczajeni do podziemi, nie tracą tak łatwo orientacji w podziemny korytarza- pod warunkiem, oczywiście, ze przestanie im się, kręcić w rozbitej głowie. obbici mają też ruy nadzwyczaj zwinne, umieją się, kryć doskonale, wracają bardzo s. rybko do siebie po upadka, rozbiciu, posiadają w dodatku ogromny zasób wiedzy, mądry przysłów, o który większość ludzi nigdy nie słyszała albo od dawna zapomniała.
mimo wszystko nie ciałbym być w skórze pana bagginsa w owej wili, tunel ciągnął się, bez końca. bilbo widział tylko tyle, ze posuwa się, wciąż dość stromo w dół, ze trzyma się, na ogół stale jednego kierunku, ociaż droga tu, ówdzie wiła się, albo zakręcała. od czasu do czasu od głównego tunelu odbiegały węższe odniki; bilbo dostrzegał je przy lśnieniu mieczyka lub wyczuwał ręką na ścianie. nie zwracał jednak na nie uwagi, mijał je tylko szybko, bojąc się, goblinów, różny przeczuwany jedynie stworów, które mogłyby wyynąć to ciemny czeluści. szedł wciąż naprzód, wciąż w dół, ale w dalszym ciągu nic nie słyszał prócz łopotu nietoperza przelatującego mu niekiedy koło ua: to początku wzdrygał się, na te spotkania, ale potem zdarzały się, tak często, ze sil to nimi oswoił. nie wiem, jak długo wędrował w ten sposób; marsz mu obrzydł do cna, ale zatrzymać się, nie śmiał, szedł, szedł przed siebie, aż wreszcie ogarnęło go zmęczenie gorsze od najgorszego zmęczenia. zdawało mu się,, ze będzie musiał tak iść do jutra, do pojutrza,, do popojutrza nawet.