Rozwiąż dyktando

Trzej elektrycerze

żył raz pewien wielki konstrktor-wynalazca, ktry, nie stając, wymyślał rządzenia niezwykłe, najdziwniejsze stwarzał aparaty. zbdował był sobie maszynkę-okrszynkę, ktra pięknie śpiewała, nazwał ją ptaszydło. pieczętował się, sercem śmiałym, każdy atom, ktry wyszedł spod jego ręki, nosił w znak, że dziwili się, potem czeni, odnajdjąc w widmach atomowych migotliwe serdszka. zbdował wiele pożytecznych maszyn, wielkich, małych, aż naszedł go pomysł - dziwaczny, aby śmierć to życiem w jedno złączyć, tak dopiąć niemożliwości. postanowił zbdować istoty rozmne to wody, ale nie tym okropnym sposobem, o ktrym zaraz pomyślicie. nie, myśl o ciałach miękkich, mokrych była m obca, brzydził się, jej jak każdy to nas. zamierzył zbdować to wody, istoty prawdziwie piękne, mądre, więc krystaliczne. wybrał tedy planetę, bardzo od wszystkich słońc oddaloną, to zamarzłego jej ocean wysięki gry lodowe, to nich, jak to kryształ grskiego, wyciosał kryonidw. zwali się, tak, ponieważ tylko w przeraźliwym mrozie istnieć mogli, w pstce bezsłonecznej.

pobdowali też w niedłgim czasie miasta, pałace lodowe, z że wszelkie ciepło groziło im zgbą, zorze polarne łapali do wielkich naczyń przejrzystych, nimi oświetlali swoje siedziby. im kto był wśrd nich możniejszy, tym więcej miał zrz polarnych, cytrynowych, srebrzystych,, żyli sobie szczęśliwie, z że się, nie tylko w świetle, ale, w szlachetnych kamieniach kochali, słynęli ze swych klejnotw. klejnoty te były to zamarzniętych gazw cięte, szlifowane. barwiły im wieczną je noc, w ktrej, jak dchy więzione, płonęły wysmkłe zorze polarne,

podobne do zaklętych mgławic w kłodach to kryształ. niejeden zdobywca kosmiczny chciał posiąść te bogactwa, cała bowiem kryonia była to największych dali widoczna, migocąc bokami jak klejnot, obracany to wolna na czarnym aksamicie. przybywali więc awantrnicy na kryonię, by szczęścia wojennego prbować.

przyleciał na nią elektrycerz mosiężny, ktry stąpał, jakby dzwon dzwonił, ale zaledwie na lodach nogę postawił, stopiły się, od gorąca, rnął w otchłań lodowego ocean, z wody, zamknęły się, nad nim i, jak owad w brsztynie, w grze lodowej na dnie mrz kryońskich po dzień ostatni spoczywa.