in vitro czy invitro – razem czy osobno
Czy naukowcy specjalnie rozdzielili litery w „in vitro”, żeby nas zdenerwować?
Odpowiedź brzmi: in vitro – zawsze osobno. Ta łacińska fraza, oznaczająca dosłownie „w szkle”, oparła się polskiej tendencji do łączenia wyrazów obcych. Błędne invitro powstaje najczęściej przez analogię do takich słów jak „infradźwięk” czy „inwalida”, gdzie przedrostek „in-” zrośnięto z rdzeniem. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z pełnoprawnym zwrotem przyimkowym, który zachował swoją obcość jak egzotyczny owoc w słownikowej sałatce.
Czy wiesz, że pierwsze polskie doniesienia o metodzie in vitro z lat 80. XX wieku pisały o „dzieciach z probówki”? To właśnie szklane naczynia laboratoryjne (nie probówki!) stały się językowym pomostem między łaciną a współczesną biologią – i najlepszą mnemotechniką dla zapominalskich.
Dlaczego ten zwrot uparcie broni swojej odrębności?
Historia „in vitro” przypomina losy imigranta, który nie chce się zasymilować. W przeciwieństwie do spolszczonych już terminów medycznych jak „inhalacja” czy „iniekcja”, ta fraza zachowuje dystans. Próbowała ją przełamać nawet Rada Języka Polskiego w 2008 roku, sugerując pisownię łączną, ale… naukowcy zbuntowali się jak hodowane komórki. Dziś oficjalnie zaleca się formę rozdzielną, co potwierdza Wielki słownik ortograficzny PWN.
Czy literówka może stworzyć nową metodę leczenia?
Gdy w 2015 roku dziennikarze jednej z gazet ogłosili sukces „pierwszego invitro na Podkarpaciu”, redakcja dostała list od oburzonego filologa: „Państwa klinika wymyśliła nową technikę – w żywym organizmie (in vivo), czy może w wiklinowym koszyku (in vimine)?”. Ten językowy absurd świetnie pokazuje, jak pisownia łączna zmienia znaczenie – łacińskie „vitro” (szkło) zamienia się w nieistniejące „viro” (od „virus” – jad).
Gdzie spotkamy „in vitro” poza laboratorium?
Termin ten wykracza daleko poza embriologię. W serialu The Big Bang Theory Sheldon żartuje: „Nasza przyjaźń powstała in vitro – w sterylnych warunkach kawiarni”. Polski raper Taco Hemingway w utworze „Wszystko na niby” rapuje: „Miłość jak in vitro, hoduję w szkle uczucia”. Nawet krytyk kulinarny Robert Makłowicz porównał kiedyś deser molekularny do „kuchni in vitro”. Te popkulturowe odniesienia utrwalają poprawną pisownię lepiej niż szkolne dyktanda.
Czy starożytni Rzymowie stosowali zapłodnienie pozaustrojowe?
Oczywiś
W tej chwili widzisz tylko 50% opracowania
by czytać dalej, podaj adres e-mail!Sprawdź również:
Dodaj komentarz jako pierwszy!